Chcesz zrobić karierę? Tutaj dowiesz się jak zdobyć dobrą pracę, awansować na managera i zarabiać więcej pieniędzy
::. Dlaczego pracodawcy pytają o oczekiwane wynagrodzenie?
Jako osoba rekrutująca od 10 lat mogę powiedzieć, że firmy nie ujawniają wynagrodzeń z 3 powodów:
Po pierwsze – wynagrodzenia są źródłem przewagi konkurencyjnej firmy i ujawnianie ich nie sprzyja jej uzyskaniu. Żadna firma nie chciałaby, aby „po mieście” chodziły stawki, jakie płaci.
Płace w przeważającej większości firm są informacją poufną, o czym wielu pracowników zdaje się zapominać. Na lojalność i uczciwość własnych ludzi można wszak bardziej liczyć niż na kandydatów, których widziało się raz na oczy.
Dlatego oferty płacowe przedstawia się tylko wybranym kandydatom, na ostatnim etapie rekrutacji, a nie wszystkim, którzy do niej przystąpili.
| Ten wpis został napisany przez Angelika Śniegocka na 23 lipca 2009 o 10:16, i jest w kategorii Wynagrodzenia. Podążaj za odpowiedziami do tego wpisu przez RSS 2.0. Możesz napisać komentarz, lub trackbacka z Twojej własnej strony. |











około 1 lat temu
Nie bardzo przekonuje mnie to wyjaśnienie. Pracodawcy na Zachodzie w ogłoszeniach wprost przekazują informację o proponowanym wynagrodzeniu i jakoś nie boją się że ktoś to wykorzysta przeciwko nim. Czemu więc boją się tego pracodawcy polscy?
[Odpowiedz]
Angelika Śniegocka Odpowiedź:
Lipiec 26th, 2010 at 19:16
Ten „Zachód” to Wielka Brytania i Irlandia. Ani w USA ani w Niemczech, Francji czy innym kraju europejskim nie ma tradycji publikowania info wynagrodzeniu w ogłoszeniu o pracę. A że Polacy najczęściej jeżdżą do Anglii, to wydaje im się, że wszędzie tak jest. Publikowanie informacji o wynagrodzeniu to raczej wyjątek, a nie reguła w Europie, z tego co wiem na ten temat.
[Odpowiedz]
Łukasz Odpowiedź:
Sierpień 23rd, 2010 at 21:13
Ten zachód to zachód. Przynajmniej w branży IT dają w zdecydowanej wiekszosci widelki placowe. W UK, USA, szwajcarii, holandii, niemczech, belgi, danii, szwecji. Bylem w NL jakis czas, teraz szukam pracy w innym panstwie i na podstawie moich obserwacji wiem, jak jest.
[Odpowiedz]
Angelika Śniegocka Odpowiedź:
Sierpień 23rd, 2010 at 21:28
Dziękuję Ci za głos w tej sprawie. Rozumiem, że widełki w IT publikowane są w ogłoszeniach? Czy uzyskujesz tą informację od agencji rekrutacyjnej?
Myślę, że w przypadku szukania pracy za granicą inaczej to wygląda, bo wiadomo, że nikt nie zainteresuje się pracą za granicą jeśli wcześniej nie pozna warunków brzegowych oferty.
Może stąd te różnice?
około 1 lat temu
No ale akurat to jest dobry zwyczaj. Jedno z bardziej frustrujacych doswiadczen podczas szukania pracy to wlasnie ten moment, kiedy po godzinnej rozmowie kwalifikacyjnej dowiadujemy sie, ze nasze „oczekiwania” rozmijaja sie na przyklad o 2 tys PLN z „budzetem” na to stanowisko.
[Odpowiedz]
około 1 lat temu
Jeśli ktoś nie jest bezrobotny, pracuje ale szuka innej pracy, aby mógł przyjść na rozmowę kwalifikacyjną musi:
- poprosić przełożonego o możliwość przyjścia do pracy mocno spóźnionym,
- zwolnić się godzinę albo więcej,
- wziąć dzień urlopu.
A potem na rozmowie dowiaduje się, że za proponowane wynagrodzenie nie będzie w stanie się utrzymać. Pracy zazwyczaj nie otrzymuje sie już po pierwszej rozmowie, ten manewr trzeba powtarzać. Pracodawca szuka najlepszego kandydata, „zmuszając go” jednocześnie do „zaniedbywania” jego obecnej pracy. Czyli co? Szuka pracownika lekceważącego i zaniedbującego swoją pracę? To tak jakby ktoś sobie z kandydata zażartował. Poważne zaproszenie na rozmowę powinno być poprzedzone podaniem chociaż orientacyjnego przedziału, widełek płacowych, żeby kandydat wiedział czy w ogóle warto brać ten dzień urlopu, czy zwalniać się 2, 3 godz.wcześniej. Nie każdy ma taka pracę, że może sobie przychodzić i wychodzić kiedy mu to odpowiada. Nie każdy szukający innej pracy, nie sznuje tej którą w danej chwili ma.
[Odpowiedz]
około 1 lat temu
Kiedy ja szukalam pracy, to bralam urlop po to by stawic sie na rozmowe. Czy to znaczy, ze nie wiem co zrobic z urlopem? Nie, po prostu traktuje powaznie pracodawce obecnego i przyszlego.
Niektorzy kandydaci mowia „ale ja pracuje od 8 do 16″. Ja tez… I co w zwiazku z tym?
Poza tym naprawde zdarza sie, ze dla dobrego kandydata zmienia sie budzet. Ale o tym nie wiadomo ZANIM sie go nie zobaczy…
[Odpowiedz]
około 1 lat temu
Mój przypadek:
Mieszkam w województwie zachodniopomorskim.
Firma, która zaprosiła mnie na rozmowę kwalifikacyjną mieści się we Wrocławiu.
Na rozmowach w tej firmie byłem 3-krotnie. Wydałem na przejazdy i nocleg ponad 1200 zł. I po ostatniej rozmowie otrzymałem informację, że zatelefonują.
Czekam na telefon już prawie pół roku. Zapomnieli? Wcześniej na 2-gą i 3-cią rozmowę mnie zaproszono bardzo szybko, a teraz amnezja.
[Odpowiedz]
Angelika Śniegocka Odpowiedź:
Sierpień 20th, 2010 at 20:52
Cóż, pracodawcy mają prawo wybrać kogoś innego, to normalne.
A Ty miałeś prawo poprosić o zwrot kosztów dojazdu i noclegu. Możesz spróbować nawet teraz.
[Odpowiedz]
około 1 lat temu
Czy Pani naprawdę wierzy w to co mówi?Czy Pani zwróciłaby koszty podróży i noclegu kandydatowi,który o to poprosi?
[Odpowiedz]
Angelika Śniegocka Odpowiedź:
Grudzień 12th, 2010 at 18:35
Jeśli „ściąga się” kandydata na rozmowę z drugiego końca Polski, to znaczy, że jest to kandydat liczący się. Inaczej nikt nie zawracały sobie nim głowy. Nie widzę więc powodu, dla którego firma miałaby odmówić pokrycia kosztów dojazdu na rozmowę.
Często też firmy rekrutacyjne – teraz zdarza się to na szczęście rzadziej – zapraszały kandydatów na rozmowę do Warszawy, a praca była na przykład we Wrocławiu. Nie ma oczywiście gwarancji, że firma zwróci te koszty, ale zapytać zawsze można. Mnie nigdy nikt o to nie prosił. A ja sama, będąc w roli kandydata, miałam kilka razy zwracane koszty podróży, więc naprawdę nie jest to wyjątek.
Pierwsza zasada negocjacji – poproś:)
Tak więc odpowiadając na Twoje pytanie – tak, wierzę.
[Odpowiedz]
około 10 miesiące temu
Pani Angeliko,
Pani wywody i porady motywaują mnie do nauki języków i szybkiego wyjazdu zagranicę. Niczego więcej. Firma nie podaje wynagrodzenia w ogłoszeniu, bo to zniechęci kandydatów. Dziękuję bardzo za takiego szefa jak Pani. Nie ma dobrych pracowników, żyjących poniżej minimum socjalnego. Kolejną bzdurą jest twierdzenie, że w Niemczech nie podają wysokości wynagrodzenia. Na dzień dobry usłyszałam, ile będę zarabiać, zanim zdołałam otworzyć buzię.
Pani Angeliko, skoro Panią nie obchodzą kredyty pracowników, ich dzieci, współmałożnkowie, rodzice, problemy życiowe, to na jakiej podstawie domaga się Pani szacunku i wyrozumiałości od podwładnych? Dlaczego ma intersować mnie sukces firmy, która widzi we mnie jelenia, zasuwającego za 1200 zł brutto? Pani porady powinny być publikowane w cywilizowanych krajach typu Kanada czy Wielka Brytania. Proszę zapoznać się z teorią Maslowa. Jeżeli człowiek ma pieniądze na wczasy, własne mieszkanie, dobre jedzenie, to dopiero myśli o satysfakcji i samorealizacji. Znam nauczycieli z powołania, którzy po ukończeniu studiów mieli głowę pełną pomysłów i marzeń, a teraz bluzgają, biorą leki antydepresyjne, są przemęczeni, zastanawiają się, czy nie lepiej żyć tylko z korepetycji. Nie samym chlebem człowiek żyje, lecz nie wmówi mi Pani, że osoba zarabiająca 1300 zł brutto będzie szczęśliwa i zadowolona, nawet, jeśli wybrała daną firmę z przyczyn idealistycznych, a nie ekonomicznych. Liczy Pani na to, że, jeżeli nie opublikuje Pani w ogłoszeniu wysokości wynagrodzenia, to zawsze przyjdzie jakiś frajer, nieświadomy tego, ile mógłby zażądać. Zawsze też znajdą się desperaci, którzy dojdą do wniosku, że 1200 brutto lepsze niż nic. Ile można pożyczać od znajomych i siedzieć na garnuszku rodziców. Ponadto utajnianie wynagrodzeń powoduje kwasy w zespole.
Jeżeli wiem, że zarabiam tyle samo, co inna osoba o takich samych umiejętnościach i doświadczeniu, to nie mam powodów do frustracji. Ale jeżeli ktoś odkryje, że zarabia mniej,a wykonuje dokładnie tą samą pracę i ma taki sam staż, to może zakończyc się to pozwem sądowym o dyskryminację. Uważam, że poważny, rzetelny pracodawca już w ogłoszeniu zamieszcza informacje o wynagrodzeniu, godzinach pracy. Standardowe ogłoszenie w Polsce wygląda tak: spis wymagań i oczekiwań. No i frazes w stylu: atrakcyjne wynagrodzenie i praca w miłej atmosferze. Pięknie. Tylko, skoro to wynagrodzenie jest aż tak atrakcyjne, to dlaczego ogłoszeniodawca nie napisze otwarcie, ile zamierza płacić? Odnoszę wrażenie, że pracodawcy wstydzą się tego, jakie wwarunki oferują, wiedzą, że za tyle, ile płacą, nikt niezdesperowany o wysokim poczuciu własnej wartości, pracować nie będzie. Jeżeli ktoś unika jakiegoś tematu, to jest to dla mnie sygnał ostrzegawczy. Powody, które Pani wymieniła niewiele mają wspólnego z rzeczywistością. Załóżmy, że ktos jest gotów pracować za 1500 netto i podejmuje pracę za tyle. A tu nagle przeczytał w ogłoszeniu, że konkurencja płaci 2000 zł netto. Taki delikwent natychmiast pobiegnie do szefa i zacznie mu udawadniać, że zarania za mało. Lepiej zatem trzymać kandydatów w błogiej nieświadomości i urządzać castingi na zdesperowanych i słabo zorientowanych.
A jakby Pani zareagowała, gdyby zaproponowano Pani pracę za 1200 brutto? Usłyszałaby Pani, że skoro inni godzą się pracować za tyle, to Pani też powinna szanować swego dobrodzieja i nie wybrzydzać.
Joanna
[Odpowiedz]
Angelika Śniegocka Odpowiedź:
Marzec 18th, 2011 at 22:28
Na szczęście w Polsce nie ma obowiązku płacenia takich samych stawek malkontentom i obibokom co pracownikom zaangażowanym. I dyskryminacja nie ma tu nic do tego. Co więcej uważam, że należy dyskryminować płacowo gorzej pracujących, bo niby dlaczego mieliby zarabiać tyle samo co dobrze pracujący, tylko dlatego że mają taką samą nazwę stanowiska i staż pracy?
[Odpowiedz]
około 10 miesiące temu
Pani Angeliko,
Nie widzę powodów, aby obibokom płacić cokolwiek, należy ich zwalniać i to dyscyplinarnie. Firma to nie Caritas. Wczoraj byłam w banku, aby założyć sobie lokatę, kwota nie była znaczna. Pani policzyła mi, że za taki i taki okres przy takim oprocentowaniu bedę miała tyle a tyle. Ta kwota wydawała się mi zawyżona, coś za piękne, aby mogło być prawdziwe. Z logiki miałam zawsze bardzo dobre oceny, więc uznałam, że trzeba to skonfrontować. Poszłam do innego banku, facet policzył, że będę miała z tego 10 razy mniej. Poszłam ponownie do tej miłej pani i pytam ją, czy jest pewna, że będę miała tyle a tyle. Ona potakiwała, że tak, nie ma o czym tu myśleć. Poprosiłam ją, aby policzyła jeszcze raz, stukała coś na kalkulatorze, znowu coś mi nie grało. Poprosiłam ją,aby pisała na kartce. Coś tam kreśliła. W końcu poprosiłam ją o pokazanie kalkulatora, wyszło tyle, ile tamtemu kolesiowi. Powiedziałam krótko;,, pani jest nieodpowiedzialna, to brak profesjonalizmu”. Ona zaczęła głupio uśmiechać się, że każdy może mylić się. Wtedy usłyszała ode mnie, że bardzo proszę, ale na własny rachunek. Była to pani koło 30, a nie stażystka, która o niczym nie ma pojęcia.
Pytała wcześniej, co studiuję. Kiedy jej powiedziałam, to uznała, że cud stanie się, jeżeli zorientuję się, kiedy ona wprowadza mnie w błąd. Usłyszała ode mnie, że likwiduję rachunek, bo nie mam ochoty na współpracę z bankiem, który kantuje klientów. Nagle zaczęło być gorąco. Już przestali być mili i przepraszać, dotarło do nich, że już nic nie będą ze mnie mieć. Wcześniej ten sam bank przesłał mi kartę do bankomatu na adres zameldowania z dowodu, a ja trzy razy mówiłam w oddziale: żadnej korespondencji na adres zameldowania, bo nie przebywam tam od kilku lat, a jeszcze nie zdołałam wyrobić nowego dowodu. Upewniłam się, czy w bazie danych mają adres do korespondencji. Mieli i zapewniali, że przestrzagają prawa. I co przychodzę po paru dniach i dowiaduję się, że wysłali kartę na adres zameldowania. Pani zrobiła minkę niewiniątka, ktoś pomylił się.
Pani Angeliko, Pani nie chciałaby, aby cokolwiek przyszło na adres właściciela pani dawnego mieszkania. Nikt nie lubi chwalić się za bardzo, gdzie ma konto, zwłaszcza obcym osobom.
Ale przechodząc do meritum sprawy. Jakim cudem tacy pracownicy utrzymali się w pracy w banku? Kto ich przyjął? No, bo rozumiem takie roztrzepanie na Wydziale Historii Sztuki albo w agencji artystycznej. Czy osoba, nieprzywiązująca wagi do cyfr, szczegółów, logicznego myślenia może pracować w banku? Moim zdaniem nie. A co Pani sądzi na ten temat? Co zrobiłaby Pani, gdyby była Pani dyrektorem placówki w której zostałam tak potraktowana? Dziękuję
Joanna
[Odpowiedz]
Angelika Śniegocka Odpowiedź:
Kwiecień 9th, 2011 at 20:13
Witaj Joanno,
czasami na rozmowie rekrutacyjnej pytam kandydatów czy zdarzyło im się popełnić błąd w pracy. To test na uczciwość. Bo nie znam nikogo, kto nie popełniłby błędu.
Oczywiście, można ucinać ręce za błędnie wykonane operacje na kalkulatorze… Rozumiem jednak, że nie chciałabyś pracować w takim banku?
[Odpowiedz]
około 10 miesiące temu
Pani Angeliko,
Są błędy różnego kalibru. Nie sprowadzajmy wszystkiego do jednego wora. Tu nie chodzi o błędne obliczenia na kalkulatorze, tylko o braki w edukacji, mówiąc dyplomatycznie.
Myślę, że ta pani dobrze wiedziała, że taka kwota jest nierealna, liczyła na to, że nie zorientuję się, chodziło o to, abym przypadkiem nie założyła sobie lokaty w innym miejscu. Chciałabym Panią poinformować, że nie jestem fanką asertywności i nie czepiam się, kiedy ktoś nie wyda mi 1 gr. A takie akcje już widziałam. Ale jak ktoś nawalił dwa razy, to nie muszę udawać, że mnie to cieszy i nie ma problemu. Prosiłam panią, aby wpisała sobie w bazę danych tylko adres do korespondencji, bo może pomylić jej się z tym z dowodu. Ona mówiła, że nie, a później wyszło na to, że tak. Przepraszam, ale nie noszę na głowie aureoli.
Żal mi ludzi, którzy zadłużają się po uszy, a później płacą lichwiarskie odsetki. Myślę, że sumienie gryzłoby mnie, gdybym miała ze słodkim uśmiechem wciskać ludziom kity, że jak wezmą sobie kredyt, to świat stanie przed nimi otworem. Presja wywierana na doradców klienta jest dość duża, nie potrafisz przekonać ludzi, aby zadłużali się, to wylatujesz. Takie są realia. Widzi Pani, ludzie z sektora bankowego oczekują wielkiej wyrozumiałości. Należy się im ona, bo są ludźmi, tyle, że niestety nieludzko traktują klientów, którzy spóźnią się ze spłatą chociażby jednej raty. Szukałam ostatnio innego banku, nom stop była gatka, czy pracuję i czy chcę kredyt. Ja wyjaśniam, że nie biorę żadnych kredytów, ani nie robię debetów, pierwsza reakcja to zdzwienie, szczególnie jak obsługuje mnie facet. Nie używam kalkulatora, liczę ręcznie, bo kobieta na korkach z matmy zabraniała mi używania go.
Współczucie dla ludzi, którzy są wrabiani w kredyty nie pozwala mi pracować w banku. Powód mojej złości był następujący: znam multum osób, którym banki nie darowały żadnych pomyłek. Pozdrawiam
Joanna
[Odpowiedz]
około 1 miesięcy temu
Dzień dobry.
Jeśli będzie Pani tak miła proszę o pomoc. Jestem właśnie po rozmowie kwalifikacyjnej-oczywiście na koniec rozmowy padło pytanie za jakie minimum placowe podjęłabym pracę. Niestety dziś wiem że poprosiłam o zbyt małą stawkę, nie wiedziałam wtedy jakie są koszty życia w Gdańsku, jakie są place w moim zawodzie. Dziś wiem że będę miała małą pensję w stosunku do kosztów życia i nakładu pracy jaką włożę w zdobycie nowych umiejętności. Nie wiem jak wybrnąć z tej sytuacji, co dalej zrobić, jak postąpić aby zyskać większą pensję.
Bardzo proszę o radę. Pozdrawiam
[Odpowiedz]
Angelika Śniegocka Odpowiedź:
Styczeń 8th, 2012 at 18:17
Powiem tak – przed podjęciem decyzji o aplikowaniu do pracy w innym mieście powinnaś się na takie pytanie przygotować. I dowiedzieć się jakie są koszty życia w Gdańsku. Teraz masz trzy wyjścia – negocjować stawkę przyznając się do pomyłki (brzmi mało profesjonalnie), zrezygnować z pracy lub nie robić nic. Jeśli zdecydujesz się na pierwsze wyjście, podaj od razu kwotę za którą gotowa jesteś podjąć pracę. Wszystko zależy od tego o ile się pomyliłaś. Bo jeśli o co najmniej 30%, to możesz nie otrzymać tej propozycji i należy się z tym liczyć.
Jestem zwolenniczką analizowania zysków i strat. Wielu kandydatów na rynku pracy nie chce niczego od siebie dać, aby dobrze wystartować, a potem są rozczarowani tym, że nie mogą znaleźć pracy. Czasem trzeba coś włożyć, żeby wyjąć. Siedząc na bezrobociu nic nie zarabiasz i niczego się nie uczysz. Czyli próba negocjacji jak najbardziej, ale czy za cenę odrzucenia oferty? Decyzja należy do Ciebie:)
[Odpowiedz]